poniedziałek, 12 maja 2014

FiM – Ukryta rodzina Wojtyły


Gdy wieloletnia towarzyszka życia Karola Wojtyły urodziła syna, u jej boku pojawił się nagle asystent kościelny, a mąż kobiety poczuł się w domu intruzem…

W 1990 r. na cmentarzu Rakowickim w Krakowie pochowano kobietę. Choć nie była zakonnicą, jej ciało złożono w monumentalnym grobowcu Zgromadzenia Sióstr Augustianek. Urzędniczka Zarządu Cmentarzy Komunalnych sprawdza w archiwum i potwierdza, że taki fakt miał miejsce. Nie może jednak zrozumieć, dlaczego – oprócz nazwiska, imienia oraz daty śmierci – w dokumentacji nie ma absolutnie żadnych innych danych dotyczących tajemniczej kobiety.

– To doprawdy zdumiewające. Według bezwzględnie obowiązujących procedur, w aktach powinna być przechowywana karta zgonu zawierająca m.in. pełne personalia zmarłego, jego ostatni adres, informację o przyczynie śmierci i adnotację urzędu stanu cywilnego o zarejestrowaniu zgonu. Pracuję tu wiele lat, ale jeszcze nie zetknęłam się z przypadkiem, żeby kogoś pochowano bez tego dokumentu. Czy mógł zniknąć z akt już po pogrzebie? Być może, tylko po cóż ktokolwiek miałby się w czymś takim babrać?! – odpowiada pracownica ZCK, zdziwiona absurdalnym pytaniem dziennikarza „FiM”.

Urzędniczka nie wie, że usunięciem wszelkich śladów po zmarłej 30 sierpnia 1990 r. Irenie Kinaszewskiej było zainteresowanych kilku dostojników kościelnych oraz grono najbardziej zaufanych współpracowników papieża Jana Pawła II

Z inskrypcji na bocznej ścianie grobowca augustianek dowiadujemy się, że Irena spoczywa tu obok rodziców legendarnego, niesłychanie niegdyś wpływowego księdza Andrzeja Bardeckiego. Skąd taki zaszczyt dla skromnej i podobno nic nieznaczącej byłej sekretarki „Tygodnika Powszechnego”, w którym ks. Andrzej przez niemal pół wieku sprawował funkcję tzw. asystenta kościelnego z ramienia krakowskiej kurii metropolitalnej?

Przypomnijmy, że zmarły w 2001 roku kapłan był najserdeczniejszym przyjacielem i powiernikiem Karola Wojtyły (stokroć mu bliższym niżStanisław „przynieś, wynieś, pozamiataj” Dziwisz), pilnie strzegącym, by tajemnica jego wieloletniego romansu z Ireną nigdy nie wydostała się na zewnątrz. Gdy Wojtyła został Janem Pawłem II, ks. Bardecki odwiedzał tę kobietę niemal codziennie. Zabierał ze sobą na wakacje, a czasem nawet zawoził do Rzymu… Opiekował się i kontrolował, żeby pod wpływem nadużywanego alkoholu nie ujawniła sekretu, ograniczał jej kontakty z nieznajomymi, przechowywał listy pisane do niej przez księdza, biskupa, aż wreszcie kard. Wojtyłę, był celem tajnych operacji peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa usiłującej wykraść mu ową korespondencję… Krótko mówiąc: ks. Bardecki trzymał w ręku i pochował obok swoich rodziców klucz do świętości przyszłego santo subito…

Spośród świadków znających najintymniejsze szczegółypotajemnego związku Ireny i Karola żyją już tylko oficerowie SB, którzy inwigilowali i podsłuchiwali tę parę, bowiem w grudniu 2008 r. swoją wiedzę zabrał do grobu (w wieku niespełna 64 lat) Adam – syn Ireny.

Bezpieka zawsze podejrzewała, że jest on owocem tego związku.
– To nie było jakieś nagłe zauroczenie z szybkim „numerkiem” i żalem już za chwilę. Wojtyłę bardzo do niej ciągnęło. A jak traktował jej syna! Jak swojego, choć Adam mówił do niego „wujku” – opowiadał nam przed laty oficer specsłużb nie mogący odżałować, że w okresie jego aktywności zawodowej genetyka dopiero raczkowała i nie znano w Polsce innych metod badania pokrewieństwa niż analiza krwi (por. „Och, Karol” – „FiM” 36/2002).

Dwa lata przed śmiercią mieszkający na stałe w Gdańsku Adam udzielił lokalnej gazecie wywiadu. Wspominając swoje ostatnie prywatne spotkanie z JPII, kiedy to późnym wieczorem 25 kwietnia 2004 r. zjedli razem kolację w apartamentach papieskich, stwierdził m.in., że poznał „wujka” w wieku lat 12 (tzn. w 1956 r., choć ks. Wojtyła był wówczas etatowym pracownikiem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – dop. red.). Opowiadał, jak na życzenie matki został jego ministrantem i towarzyszył mu później w letnich eskapadach, podczas których pływali jednym kajakiem. Pamiętał też częste wizyty „wujka” w domu i wspólne kolacje wigilijne, których rodzinna atmosfera najwyraźniej odpowiadała Wojtyle bardziej niż kościelne oficjałki.

„Wychowywałem się bez ojca i wujek był dla mnie jak najwyższa instancja, do której odsyłała mnie matka. On był lekarstwem na młodzieńczą głupotę. Od niego dostałem pierwszy zegarek i pierwszy magnetofon” – podkreślił Adam.

Okazuje się, że zapomniał lub nie chciał ujawnić kilku bardzo istotnych okoliczności...

Po żmudnych poszukiwaniach odnaleźliśmy w Krakowie Zbigniewa K.– byłego męża Ireny i oficjalnego ojca jej syna. Ojca, bez którego jakoby wychowywał się Adam, ciesząc się zastępstwem przydzielonego mu przez matkę „wujka”.

Mimo swoich 91 lat mężczyzna ten wciąż jeszcze zachowuje trzeźwość umysłu i wiele rzeczy pamięta:
– Poznałem się z Ireną podczas okupacji. Pracowaliśmy oboje w Energetyce, a skojarzyła nas jej koleżanka. Pobraliśmy się bardzo szybko i zamieszkaliśmy w dwóch pokojach z kuchnią przy ul. Długiej. Wkrótce urodził się Adam. Nie zdążył jeszcze pójść do szkoły, gdy Irena nieoczekiwanie zmieniła pracę i przeszła do „Tygodnika Powszechnego”. Nie wiem, kto jej to załatwił, w każdym razie jakieś dwa, trzy lata po narodzinach Adama pojawił się nagle u boku Ireny i zaczął jej nieustannie towarzyszyć ks. Bardecki, a później także kardynał. Czułem się w tym towarzystwie intruzem – wspomina pan Zbigniew.

Co ciekawe: choć z widocznych w jego domu symboli wynika, że jest człowiekiem głęboko religijnym, podczas trwającej ponad godzinę rozmowy z dziennikarzem „FiM” ani razu nie użył w stosunku do JPII określenia „papież” bądź „ojciec święty”. Za każdym razem nazywał go „kardynałem” lub po prostu „Wojtyłą”.

– Stopniowo oddalaliśmy się z Ireną od siebie, ale dopiero mniej więcej po pięciu latach małżeństwa postanowiliśmy wziąć rozwód. Byłem systematycznie odsuwany od syna i wszelkimi sposobami buntowała go przeciwko mnie. Adam tęsknił, więc spotykaliśmy się ukradkiem, ale gdy kiedyś dowiedziała się, że był u mnie na obiedzie, zrobiła mu straszną awanturę i zakazała jakichkolwiek dalszych odwiedzin. Nie wiem, jaką rolę odgrywali w tym wszystkim ks. Bardecki i kardynał, ale nie wydaje mi się, żeby pozytywnie wpływali na Irenę. Choć przecież była już rozwódką, na każde wakacje zabierali ją razem z Adamem w góry. Mieli tam lokum u jakichś zakonnic. A jestem przekonany, że gdyby tylko chcieli, bez trudu zdołaliby nakłonić matkę, aby pozwoliła synowi utrzymywać kontakty z ojcem – twierdzi nasz rozmówca.

Były mąż Ireny opowiedział nam jeszcze o wielu interesujących epizodach z życia jej syna. Nie będziemy ich tu opisywać, bowiem dotyczą całkiem już prywatnej sfery życia osobistego podopiecznego santo subito. Odnotujmy jedynie fakt, że Adam rozwiódł się ze swoją pierwszą żoną Grażyną, co niespecjalnie dobrze świadczy o metodach wychowawczych „wujka”, który osobiście udzielał Adamowi ślubu w kaplicy na Wawelu , oraz o sile oddziaływania wypowiadanych tam wówczas przez celebranta kościelnych zaklęć…
___________________________________________________________________
Źródło:
FaktyiMity.pl Nr 35(495)/2009

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.